poniedziałek, 5 maja 2014

5. Pomóż Mi wstać...

 Zawsze czułam, że Justin to ten jemu oddać chciałam nawet serce, ale to minęło.
Miał być dom, rodzina, spokój splecione ręce... tak wiele obiecywał a tak mało nam dał.
 Szłam przez Bruce Street trzymając Blair za rękę a uśmiech mimowolnie wkradł mi się na twarz, kiedy wróciłam do linii wspomnień sprzed kilku lat. W mojej głowie pojawił się klejący do mnie Justin, który szeptał czule mi do ucha "Na zawsze tylko Twój" - ale ciekawe czy to czuł.
 Podążałam zamyślona nawet nie zwracając uwagi na córkę która skakała beztrosko po kałużach nie wiedząc co wyprawia jej ojciec. Kiedyś  Justin był inny. Kiedyś dzwoniłam do niego, w środku nocy aby usłyszeć jego głos. Mógł mówić do mnie słodkie kłamstwa, gorzką prawdę, puste hasła, cokolwiek. A teraz? Jego milczenie jest dla mnie złotem. Teraz to wszystko mnie zabija, bo zgubiłam dumę i szczęście które kiedyś miałam w sobie. Ale wiem jedno, bez niego też sobie poradzę. Naprawdę dam radę, to tylko pozory i niby puste gadanie ale... ale... Chcę wziąć wszystko w swoje ręce i naprawić chociaż raz.
-Blair!- krzyknęłam czując jak lodowata deszczówka wnika w materiał mojej koszulki złapałam za nią i odciągnęłam go od mojej skóry. - No zobacz co zrobiłaś! - mruknęłam zdenerwowana. - I co teraz? Muszę iść do domu i się przebrać. - powiedziałam wzdychając zdenerwowana. Nie pójdę w ślady Justina i nie wybuchnę o takie coś. - Trafisz do Kylie? - mruknęłam i spojrzałam na nią kontem oka widząc jej skruszoną minę zrobiło jej się szkoda.
- Trafię - szepnęła i odwróciła się i idąc ze spuszczoną głową nawet się nie odwróciła... Eh .. czułam się winna... Patrzyłam jeszcze przez chwile jak jej drobna postawa znika za bramką domu, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu.

___________________________________________________________________________________

- Alan odłóż lepiej to piwo - mruknąłem podkurwiony wiedząc, że ma słabą głowę i zaczyna mu powoli odpierdalać po czwartym piwie.
-Co ty Bieber w gips się pchasz? - zaśmiał się a  kilka osób włącznie ze mną z tego co powiedział. Jutro nie będzie tego zakładam pamiętał, ale przypomnę mu to, bo chyba zapomniało mu się kim  jestem.
-Jeśli chcesz mi grać na nerwach to serio jesteś hitem...- mruknąłem i przejechałam po delikatnych plecach Chantel która siedziała mi na kolanach popijając swojego drinka.
-Justin nie mam cierpliwości, nienawidzę czekać - szepnęła zmysłowo jak dla mnie w moje ucho tak aby reszta tego nie widziała. A z resztą wszyscy bazowali z Alana, więc nawet na nas nie zwracali uwagi.- Moje usta, twoje palce....Moje palce, twój język...
- Wrzuć na luz  jeszcze chwila a potem gaz zapnij pas i ruszajmy! - uśmiechnąłem się jeżdżąc palcami obok zapięcia jej stanika. Byłą cholernie gorąca i napalona dzisiaj co coraz bardziej mi się podobało.
-Chcesz mnie czy nie? - syknęła i westchnęła drażniąc moje włosy na karku swoim dotykiem.
-Chcę cię, chcę cię i jest mi z tym cholernie  dobrze, że cię mam. - uśmiechnąłem się i puszczając jej oczko wstałem z nią razem na rękach.Wzrok wszystkich skierował się na nas. Jej rumieńce puściły, a moje kąciki ust uniosły się maksymalnie do góry
-Zaraz będziemy.
-Słyszałem że czym chudsza tym ciaśniejsza - powiedział Alan na co wszyscy zaczęli śmiać się w najlepsze. 

___________________________________________________________________________________

Łapiąc za klamkę, nacisnęłam drzwi najciszej jak umiałam i zamknęłam je i ruszyłam w stronę salonu. Wszyscy byli najebani i śmiali się w sumie nie wiem z czego, ale czegoś mi tu brakowało..
Był pijany Alan, Pix, Daniel, Chaz, Ryan, Milian...ale nie było Justina. Podeszłam bliżej nich i ściszając muzykę, spowodowałam że Ryan  który najbardziej chyba ogarniał spojrzał na mnie
-Co jest? - spytał a ja wzruszyłam ramionami
-Gdzie Justin? - spytałam przełykając ślinę. Mój dom zmienił się w totalną melinę, Jego elita przejęła mieszkanie na całego. Kiepy, puszki, butelki, soki, żarcie od tak walało się wszędzie. Mina Ryana była dziwna trochę się zmieszał.
- Pojechał po Vince z Ciarą - powiedział i przytaknął niepewnie, ale ja wiedziałam od razu że to będzie wielkim kłamstwem.
-Aha - mruknęłam i odwracając się na pięcie skierowałam się w stronę schodów
-Gdzie ty idziesz? - spytał zszokowany
-Przebrać się - wskazałam na swoją bluzkę i wdrapałam się po schodach.

*Ona ci tego nie da bo ona tego nie ma...
*Kocham seks z tobą *jęk* 
*Chcę być twoją żoną
*Chcę być twoją dziwką 
*Uderz mnie ! 
*Mocniej 
*Zaraz dojdę!
*Twoje dłonie sprawiają że  mam dreszcze
*Twój język sprawia że jęczę 
*Jestem twoją dziwką 
*Jesteś moim panem, a ja twoją suką 

Nie wytrzymałam szarpnęłam za klamkę i z impetem wparowałam do środka.
Justin na moich oczach na moim łóżku za Chantel  klęczał na kolanach
To koniec...to tragedia...to dramat. Justin odwrócił się i spojrzał na mnie miną zbitego psa... ale nie teraz to nie zadziała
-To koniec - wyszeptałam i odrywając nogi od podłogi ruszyłam biegiem w stronę łazienki po torbę. Nie wiem czemu moje nogi były jak z waty, odmawiały mi posłuszeństwa.
Z świeczkami w oczach wzięłam dwie torby i upadłam na kolana przed komodą. Otwarłam szafkę wrzucając z niej wszystko po kolei  jak leciało do torby. Łzy kaskadą spływały po moich policzkach a ręce i ciało trzęsło się jak nigdy dotąd. Spakowałam siebie, a kontem oka widziałam jak Chantel na boso opuszcza sypialnie
-Nie tłumacz - szepnęłam ledwie słyszalnie wiedząc że zmierza w moją stronę
-Nie mam zamiaru - klęknął obok mnie i pomógł mi pakować rzeczy bez słowa. Mój świat rozpadł się na kawałki w niecałą sekundę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer swojego brata.
*Brian, gdzie jesteś - mruknęłam  a Justin przełknął głośno ślinę. Tak wiem dobrze boisz się go... zaśmiałam się w sobie.
*Przyjedziesz po mnie?
*Nie chcę o tym rozmawiać 
* Prześpię się u Kylie 
*Tak, wiem 
*Już to zrobiłam 
*Po prostu przyjedź 
*Pa. 
Mruknęłam i rozłączyłam się chowając telefon do  kieszeni spojrzałam na Justina. Nawet nie drgnął.
Jego szczęka była zaciśnięta jak i pięści. Czekałam jak wybuchnie i się na mnie rzuci.
-Porozmawiajmy ostatni raz - szepnął i złapał mojej dłoni. Jego ręce były jak kostki lodu.
-Jasne - kiwnęłam głową na tak i wyszłam za nim do pokoju Blair
-Chanel ja tak naprawdę chciałem ci wiele dać, nie chciałem was stracić. Nie myślałem o tym - mruknął i łapiąc się za włosy usiadł na łóżku Blair spuszczając głowę.
-Justin próbowaliśmy tyle razy... to nie ma sensu...chyba coś nam uciekło - jęknęłam i oparłam się o drzwi uciekając wzrokiem na boki.
-Mogę być z tobą szczery? Czuję się beznadziejnie
-Chyba powinieneś.
-Nie wiem co mi się dzieje z sercem
-Justin wiesz co mnie boli najbardziej - powiedziałam i westchnęłam czując narastającą gulę w moim gardle
-Powiedz mi, chcę cię słuchać jak za starych dobrych lat - powiedział na co ja niedowierzająco pokręciłam głową
-Dzisiaj było tak jak ostatnio nie mogłam spać w nocy, a obok było pusto.-..- Czekałam do piątej aż wrócisz i mnie przytulisz. -...- Ale to mało istotne, tylko chce mi się płakać, z powodu Blair. i nie tylko.-...- Kiedy biorę twoją koszulkę czuję jej zapach wszędzie - może przesadzam. -..-   Ale zastanawiam się wtedy gdzie jesteś jak nie wracasz do domu...-..- Ignorujesz mnie nie odbierasz telefonów, nie gadamy jak kiedyś. Powiedz mi gdzie te wspólne upadki i cierpienia ? Powiedz no kurwa kto ci pomagał przeżyć i wierzyć w siebie? No kto kurwa! Już zapomniałeś - wrzasnęłam ile sił w płucach i nie wytrzymując zjechałam po drzwiach w dół. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Nie chcesz ze mną być, nie wiesz o mnie nic, nie jestem ze snu. Przepraszam...-..- Nie wiem już nic, gubię się a moje serce kamienieje...Proszę... Pomóż mi wstać ten ostatni raz.


____________________________________________________________________________________

Jej jest 01:49 Poniedziałek a ja nie mogę spać więc dodaję wam rozdział...Taka niespodzianka na miły początek tygodnia.... 29 komentarzy jesteście boscy...
A teraz zmykam bo usnę na siedząco...
Pozdrawiam @ganjamafia5