-Chanel nie możesz mnie zostawić - syknął Justin i załamanym wzorkiem świdrował jej dziurę w brzuchu a wolną ręką zaczął masować jej udo- Nie możesz - podniósł na nią głos na co dziewczyna zadrżała a on złapał ją za udo używając siły zacisnął palce na jej nodze wbijając w nią swoje paznokcie.
-
Puść! - załkała owijając dłoń na jego nadgarstku chciała ja odciągnąć
ale na nic. Justin wbił paznokcie w jej uda i z uśmiechem w oczach
patrzył w jej oczy z duma.
-Nie zostawisz mnie głupia dziwko -
zaśmiał się i puścił ją a niewielka ilość jej skóry znalazła się pod
jego paznokciami- Zostaniesz przy mnie kurwa nawet siłą cię zatrzymam -
wybuchnął śmiechem i uderzył ją w to samo miejsce rozmazując krew na jej
nodze - To na przyszłość żebyś o mnie nie zapomniała, powiedział i musnął jej czoło. - Na zawsze razem - szepnął fałszywie wymuszając uśmiech.
- Zobaczysz na zawsze - syknął i poprawiając włosy wyszedł z pokoju zabierając jej torbę trzasnął drzwiami z potrojoną siłą
-Nienawidzę Cię - wyszeptała a widać było jak jej gulka w gardle porusza się a
jej oczy zamykają się na chwilę, podczas której
próbowała sobie przypomnieć, kiedy to wszystko się zaczęło. A zaczęło
się wcześniej niż Tobie się wydaje.. o wiele wcześniej. Wtedy zaczynasz
rozumieć, że nic nie dzieje się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się
tak samo, nigdy nie wzniesiesz się trzy metry nad niebem będąc przy jego boku.*
Czasami robimy takie straszne głupoty. I to nie wtedy, kiedy jesteśmy
zakochani, tylko wtedy, kiedy nam się wydaje, że jesteśmy.
No właśnie, wydaje. Chanel otarła łzy z swojej twarzy i łapiąc się za głowę usiadła na skrawku łóżka
-To
musi być koniec - wyszeptała sama do siebie i zrywając się z łóżka na
hałas który dobiegał zza okna podeszła do niego widząc Daniela kłócącego
się z Justinem odruchowo przyłożyła roztrzęsiona dłoń do ust... -
Daniel! - wrzasnęła kiedy chłopak rzucił się na Justina z pięściami a
ten poległ- Puść go! - krzyknęła a łzy z jej podpuchniętych oczów
zaczęły spływać kaskadą - Proszę - wyszeptała i oparła czoło o zimną
szybę zamykając na moment oczy z myślą że to tylko sen.- Zabijcie mnie
proszę - wyszeptała.
___________________________________________________________________________________
- Że niby co kurwa! - wrzasnął Justin i pchnął chłopaka w stronę wyjścia
-Słuchaj
skończy się dla ciebie to źle jeśli jeszcze raz mnie popchniesz -
powiedział Daniel i zachowując zimną krew spojrzał na okno w którym
stała Chanel cała zapłakana opierając czoło o szybę.
-Co do mnie sapiesz kurwo?- wrzasnął Justin i
wymierzył mu prawy sierpowy w twarz z całej siły na co chłopak upadł
i złapał się na za nos.
-Jestem twoim bratem - powiedział Daniel a jego ciśnienie zaczęło wzrastać, z powodu kurewskiego zachowania przyrodniego brata.
-Ej kurwa ludzie spokój! - wrzasnął Ryan i kładąc ręce na tors Justina chciał go zatrzymać z dala od Daniela.
-Mam wyjebane w ciebie, Chanel jest ładna i moja wbij sobie to do głowy - burknął strzepując dłonie Ryana z swojej czarnej koszulki
-Ładna? Znajdź sobie ładniejszą - prychnął i podniósł się podchodząc do niego.
-Justin ogarnij pizdę - syknął Chaz - Daniel nie jesteś w stanie - wrzasnął po raz setny.
-To
niech mnie nie wkurwia - wrzasnął Bieber a jego ręce aż go świerzbiły
żeby mu zajebać, a nozdrza unosiły się i opadały ze złości.
-Furałeś?* Hmmm na to cię stać Bieber? Jesteś taką pizdą że nawet nie umiesz utrzymać rodziny - skończył Daniel i rzucając mu spojrzenie z żalem odwrócił się niewzruszony opuścił posesję domu brata.
-Nie sap już uspokój się - powiedziała Chantel i złapała Justina za ramię próbując go zatrzymać przed rzuceniem się na plecy Daniela.
- Mam w Ciebie wbite. Nie chcę cię chuju widzieć już na oczy spierdalaj stąd spierdalaj z mojego życia!... - wrzasnął Justin i wyrywając się z objęć Chantel uderzył ją z barka i ruszył w stronę domu wymieniając zimne spojrzenie z Chazem.
__________________________________________________________________________________
Poleciałam w chuja...ale kurde wynagrodzę wam to...
Eh komentujcie x.x Pokażcie ile was czyta tego bloga... bo hmm inaczej zastanowię się nad usunięciem...
Pozdrawiam @ganjamafia5
czwartek, 28 sierpnia 2014
poniedziałek, 5 maja 2014
5. Pomóż Mi wstać...
Zawsze czułam, że Justin to ten jemu oddać chciałam nawet serce, ale to minęło.
Miał być dom, rodzina, spokój splecione ręce... tak wiele obiecywał a tak mało nam dał.
Szłam przez Bruce Street trzymając Blair za rękę a uśmiech mimowolnie wkradł mi się na twarz, kiedy wróciłam do linii wspomnień sprzed kilku lat. W mojej głowie pojawił się klejący do mnie Justin, który szeptał czule mi do ucha "Na zawsze tylko Twój" - ale ciekawe czy to czuł.
Podążałam zamyślona nawet nie zwracając uwagi na córkę która skakała beztrosko po kałużach nie wiedząc co wyprawia jej ojciec. Kiedyś Justin był inny. Kiedyś dzwoniłam do niego, w środku nocy aby usłyszeć jego głos. Mógł mówić do mnie słodkie kłamstwa, gorzką prawdę, puste hasła, cokolwiek. A teraz? Jego milczenie jest dla mnie złotem. Teraz to wszystko mnie zabija, bo zgubiłam dumę i szczęście które kiedyś miałam w sobie. Ale wiem jedno, bez niego też sobie poradzę. Naprawdę dam radę, to tylko pozory i niby puste gadanie ale... ale... Chcę wziąć wszystko w swoje ręce i naprawić chociaż raz.
-Blair!- krzyknęłam czując jak lodowata deszczówka wnika w materiał mojej koszulki złapałam za nią i odciągnęłam go od mojej skóry. - No zobacz co zrobiłaś! - mruknęłam zdenerwowana. - I co teraz? Muszę iść do domu i się przebrać. - powiedziałam wzdychając zdenerwowana. Nie pójdę w ślady Justina i nie wybuchnę o takie coś. - Trafisz do Kylie? - mruknęłam i spojrzałam na nią kontem oka widząc jej skruszoną minę zrobiło jej się szkoda.
- Trafię - szepnęła i odwróciła się i idąc ze spuszczoną głową nawet się nie odwróciła... Eh .. czułam się winna... Patrzyłam jeszcze przez chwile jak jej drobna postawa znika za bramką domu, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu.
___________________________________________________________________________________
- Alan odłóż lepiej to piwo - mruknąłem podkurwiony wiedząc, że ma słabą głowę i zaczyna mu powoli odpierdalać po czwartym piwie.
-Co ty Bieber w gips się pchasz? - zaśmiał się a kilka osób włącznie ze mną z tego co powiedział. Jutro nie będzie tego zakładam pamiętał, ale przypomnę mu to, bo chyba zapomniało mu się kim jestem.
-Jeśli chcesz mi grać na nerwach to serio jesteś hitem...- mruknąłem i przejechałam po delikatnych plecach Chantel która siedziała mi na kolanach popijając swojego drinka.
-Justin nie mam cierpliwości, nienawidzę czekać - szepnęła zmysłowo jak dla mnie w moje ucho tak aby reszta tego nie widziała. A z resztą wszyscy bazowali z Alana, więc nawet na nas nie zwracali uwagi.- Moje usta, twoje palce....Moje palce, twój język...
- Wrzuć na luz jeszcze chwila a potem gaz zapnij pas i ruszajmy! - uśmiechnąłem się jeżdżąc palcami obok zapięcia jej stanika. Byłą cholernie gorąca i napalona dzisiaj co coraz bardziej mi się podobało.
-Chcesz mnie czy nie? - syknęła i westchnęła drażniąc moje włosy na karku swoim dotykiem.
-Chcę cię, chcę cię i jest mi z tym cholernie dobrze, że cię mam. - uśmiechnąłem się i puszczając jej oczko wstałem z nią razem na rękach.Wzrok wszystkich skierował się na nas. Jej rumieńce puściły, a moje kąciki ust uniosły się maksymalnie do góry
-Zaraz będziemy.
-Słyszałem że czym chudsza tym ciaśniejsza - powiedział Alan na co wszyscy zaczęli śmiać się w najlepsze.
___________________________________________________________________________________
Łapiąc za klamkę, nacisnęłam drzwi najciszej jak umiałam i zamknęłam je i ruszyłam w stronę salonu. Wszyscy byli najebani i śmiali się w sumie nie wiem z czego, ale czegoś mi tu brakowało..
Był pijany Alan, Pix, Daniel, Chaz, Ryan, Milian...ale nie było Justina. Podeszłam bliżej nich i ściszając muzykę, spowodowałam że Ryan który najbardziej chyba ogarniał spojrzał na mnie
-Co jest? - spytał a ja wzruszyłam ramionami
-Gdzie Justin? - spytałam przełykając ślinę. Mój dom zmienił się w totalną melinę, Jego elita przejęła mieszkanie na całego. Kiepy, puszki, butelki, soki, żarcie od tak walało się wszędzie. Mina Ryana była dziwna trochę się zmieszał.
- Pojechał po Vince z Ciarą - powiedział i przytaknął niepewnie, ale ja wiedziałam od razu że to będzie wielkim kłamstwem.
-Aha - mruknęłam i odwracając się na pięcie skierowałam się w stronę schodów
-Gdzie ty idziesz? - spytał zszokowany
-Przebrać się - wskazałam na swoją bluzkę i wdrapałam się po schodach.
*Ona ci tego nie da bo ona tego nie ma...
*Kocham seks z tobą *jęk*
*Chcę być twoją żoną
*Chcę być twoją dziwką
*Uderz mnie !
*Mocniej
*Zaraz dojdę!
*Twoje dłonie sprawiają że mam dreszcze
*Twój język sprawia że jęczę
*Jestem twoją dziwką
*Jesteś moim panem, a ja twoją suką
Nie wytrzymałam szarpnęłam za klamkę i z impetem wparowałam do środka.
Justin na moich oczach na moim łóżku za Chantel klęczał na kolanach
To koniec...to tragedia...to dramat. Justin odwrócił się i spojrzał na mnie miną zbitego psa... ale nie teraz to nie zadziała
-To koniec - wyszeptałam i odrywając nogi od podłogi ruszyłam biegiem w stronę łazienki po torbę. Nie wiem czemu moje nogi były jak z waty, odmawiały mi posłuszeństwa.
Z świeczkami w oczach wzięłam dwie torby i upadłam na kolana przed komodą. Otwarłam szafkę wrzucając z niej wszystko po kolei jak leciało do torby. Łzy kaskadą spływały po moich policzkach a ręce i ciało trzęsło się jak nigdy dotąd. Spakowałam siebie, a kontem oka widziałam jak Chantel na boso opuszcza sypialnie
-Nie tłumacz - szepnęłam ledwie słyszalnie wiedząc że zmierza w moją stronę
-Nie mam zamiaru - klęknął obok mnie i pomógł mi pakować rzeczy bez słowa. Mój świat rozpadł się na kawałki w niecałą sekundę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer swojego brata.
*Brian, gdzie jesteś - mruknęłam a Justin przełknął głośno ślinę. Tak wiem dobrze boisz się go... zaśmiałam się w sobie.
*Przyjedziesz po mnie?
*Nie chcę o tym rozmawiać
* Prześpię się u Kylie
*Tak, wiem
*Już to zrobiłam
*Po prostu przyjedź
*Pa.
Mruknęłam i rozłączyłam się chowając telefon do kieszeni spojrzałam na Justina. Nawet nie drgnął.
Jego szczęka była zaciśnięta jak i pięści. Czekałam jak wybuchnie i się na mnie rzuci.
-Porozmawiajmy ostatni raz - szepnął i złapał mojej dłoni. Jego ręce były jak kostki lodu.
-Jasne - kiwnęłam głową na tak i wyszłam za nim do pokoju Blair
-Chanel ja tak naprawdę chciałem ci wiele dać, nie chciałem was stracić. Nie myślałem o tym - mruknął i łapiąc się za włosy usiadł na łóżku Blair spuszczając głowę.
-Justin próbowaliśmy tyle razy... to nie ma sensu...chyba coś nam uciekło - jęknęłam i oparłam się o drzwi uciekając wzrokiem na boki.
-Mogę być z tobą szczery? Czuję się beznadziejnie
-Chyba powinieneś.
-Nie wiem co mi się dzieje z sercem
-Justin wiesz co mnie boli najbardziej - powiedziałam i westchnęłam czując narastającą gulę w moim gardle
-Powiedz mi, chcę cię słuchać jak za starych dobrych lat - powiedział na co ja niedowierzająco pokręciłam głową
-Dzisiaj było tak jak ostatnio nie mogłam spać w nocy, a obok było pusto.-..- Czekałam do piątej aż wrócisz i mnie przytulisz. -...- Ale to mało istotne, tylko chce mi się płakać, z powodu Blair. i nie tylko.-...- Kiedy biorę twoją koszulkę czuję jej zapach wszędzie - może przesadzam. -..- Ale zastanawiam się wtedy gdzie jesteś jak nie wracasz do domu...-..- Ignorujesz mnie nie odbierasz telefonów, nie gadamy jak kiedyś. Powiedz mi gdzie te wspólne upadki i cierpienia ? Powiedz no kurwa kto ci pomagał przeżyć i wierzyć w siebie? No kto kurwa! Już zapomniałeś - wrzasnęłam ile sił w płucach i nie wytrzymując zjechałam po drzwiach w dół. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Nie chcesz ze mną być, nie wiesz o mnie nic, nie jestem ze snu. Przepraszam...-..- Nie wiem już nic, gubię się a moje serce kamienieje...Proszę... Pomóż mi wstać ten ostatni raz.
____________________________________________________________________________________
Jej jest 01:49 Poniedziałek a ja nie mogę spać więc dodaję wam rozdział...Taka niespodzianka na miły początek tygodnia.... 29 komentarzy jesteście boscy...
A teraz zmykam bo usnę na siedząco...
Pozdrawiam @ganjamafia5
Miał być dom, rodzina, spokój splecione ręce... tak wiele obiecywał a tak mało nam dał.
Szłam przez Bruce Street trzymając Blair za rękę a uśmiech mimowolnie wkradł mi się na twarz, kiedy wróciłam do linii wspomnień sprzed kilku lat. W mojej głowie pojawił się klejący do mnie Justin, który szeptał czule mi do ucha "Na zawsze tylko Twój" - ale ciekawe czy to czuł.
Podążałam zamyślona nawet nie zwracając uwagi na córkę która skakała beztrosko po kałużach nie wiedząc co wyprawia jej ojciec. Kiedyś Justin był inny. Kiedyś dzwoniłam do niego, w środku nocy aby usłyszeć jego głos. Mógł mówić do mnie słodkie kłamstwa, gorzką prawdę, puste hasła, cokolwiek. A teraz? Jego milczenie jest dla mnie złotem. Teraz to wszystko mnie zabija, bo zgubiłam dumę i szczęście które kiedyś miałam w sobie. Ale wiem jedno, bez niego też sobie poradzę. Naprawdę dam radę, to tylko pozory i niby puste gadanie ale... ale... Chcę wziąć wszystko w swoje ręce i naprawić chociaż raz.
-Blair!- krzyknęłam czując jak lodowata deszczówka wnika w materiał mojej koszulki złapałam za nią i odciągnęłam go od mojej skóry. - No zobacz co zrobiłaś! - mruknęłam zdenerwowana. - I co teraz? Muszę iść do domu i się przebrać. - powiedziałam wzdychając zdenerwowana. Nie pójdę w ślady Justina i nie wybuchnę o takie coś. - Trafisz do Kylie? - mruknęłam i spojrzałam na nią kontem oka widząc jej skruszoną minę zrobiło jej się szkoda.
- Trafię - szepnęła i odwróciła się i idąc ze spuszczoną głową nawet się nie odwróciła... Eh .. czułam się winna... Patrzyłam jeszcze przez chwile jak jej drobna postawa znika za bramką domu, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu.
___________________________________________________________________________________
- Alan odłóż lepiej to piwo - mruknąłem podkurwiony wiedząc, że ma słabą głowę i zaczyna mu powoli odpierdalać po czwartym piwie.
-Co ty Bieber w gips się pchasz? - zaśmiał się a kilka osób włącznie ze mną z tego co powiedział. Jutro nie będzie tego zakładam pamiętał, ale przypomnę mu to, bo chyba zapomniało mu się kim jestem.
-Jeśli chcesz mi grać na nerwach to serio jesteś hitem...- mruknąłem i przejechałam po delikatnych plecach Chantel która siedziała mi na kolanach popijając swojego drinka.
-Justin nie mam cierpliwości, nienawidzę czekać - szepnęła zmysłowo jak dla mnie w moje ucho tak aby reszta tego nie widziała. A z resztą wszyscy bazowali z Alana, więc nawet na nas nie zwracali uwagi.- Moje usta, twoje palce....Moje palce, twój język...
- Wrzuć na luz jeszcze chwila a potem gaz zapnij pas i ruszajmy! - uśmiechnąłem się jeżdżąc palcami obok zapięcia jej stanika. Byłą cholernie gorąca i napalona dzisiaj co coraz bardziej mi się podobało.
-Chcesz mnie czy nie? - syknęła i westchnęła drażniąc moje włosy na karku swoim dotykiem.
-Chcę cię, chcę cię i jest mi z tym cholernie dobrze, że cię mam. - uśmiechnąłem się i puszczając jej oczko wstałem z nią razem na rękach.Wzrok wszystkich skierował się na nas. Jej rumieńce puściły, a moje kąciki ust uniosły się maksymalnie do góry
-Zaraz będziemy.
-Słyszałem że czym chudsza tym ciaśniejsza - powiedział Alan na co wszyscy zaczęli śmiać się w najlepsze.
___________________________________________________________________________________
Łapiąc za klamkę, nacisnęłam drzwi najciszej jak umiałam i zamknęłam je i ruszyłam w stronę salonu. Wszyscy byli najebani i śmiali się w sumie nie wiem z czego, ale czegoś mi tu brakowało..
Był pijany Alan, Pix, Daniel, Chaz, Ryan, Milian...ale nie było Justina. Podeszłam bliżej nich i ściszając muzykę, spowodowałam że Ryan który najbardziej chyba ogarniał spojrzał na mnie
-Co jest? - spytał a ja wzruszyłam ramionami
-Gdzie Justin? - spytałam przełykając ślinę. Mój dom zmienił się w totalną melinę, Jego elita przejęła mieszkanie na całego. Kiepy, puszki, butelki, soki, żarcie od tak walało się wszędzie. Mina Ryana była dziwna trochę się zmieszał.
- Pojechał po Vince z Ciarą - powiedział i przytaknął niepewnie, ale ja wiedziałam od razu że to będzie wielkim kłamstwem.
-Aha - mruknęłam i odwracając się na pięcie skierowałam się w stronę schodów
-Gdzie ty idziesz? - spytał zszokowany
-Przebrać się - wskazałam na swoją bluzkę i wdrapałam się po schodach.
*Ona ci tego nie da bo ona tego nie ma...
*Kocham seks z tobą *jęk*
*Chcę być twoją żoną
*Chcę być twoją dziwką
*Uderz mnie !
*Mocniej
*Zaraz dojdę!
*Twoje dłonie sprawiają że mam dreszcze
*Twój język sprawia że jęczę
*Jestem twoją dziwką
*Jesteś moim panem, a ja twoją suką
Nie wytrzymałam szarpnęłam za klamkę i z impetem wparowałam do środka.
Justin na moich oczach na moim łóżku za Chantel klęczał na kolanach
To koniec...to tragedia...to dramat. Justin odwrócił się i spojrzał na mnie miną zbitego psa... ale nie teraz to nie zadziała
-To koniec - wyszeptałam i odrywając nogi od podłogi ruszyłam biegiem w stronę łazienki po torbę. Nie wiem czemu moje nogi były jak z waty, odmawiały mi posłuszeństwa.
Z świeczkami w oczach wzięłam dwie torby i upadłam na kolana przed komodą. Otwarłam szafkę wrzucając z niej wszystko po kolei jak leciało do torby. Łzy kaskadą spływały po moich policzkach a ręce i ciało trzęsło się jak nigdy dotąd. Spakowałam siebie, a kontem oka widziałam jak Chantel na boso opuszcza sypialnie
-Nie tłumacz - szepnęłam ledwie słyszalnie wiedząc że zmierza w moją stronę
-Nie mam zamiaru - klęknął obok mnie i pomógł mi pakować rzeczy bez słowa. Mój świat rozpadł się na kawałki w niecałą sekundę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer swojego brata.
*Brian, gdzie jesteś - mruknęłam a Justin przełknął głośno ślinę. Tak wiem dobrze boisz się go... zaśmiałam się w sobie.
*Przyjedziesz po mnie?
*Nie chcę o tym rozmawiać
* Prześpię się u Kylie
*Tak, wiem
*Już to zrobiłam
*Po prostu przyjedź
*Pa.
Mruknęłam i rozłączyłam się chowając telefon do kieszeni spojrzałam na Justina. Nawet nie drgnął.
Jego szczęka była zaciśnięta jak i pięści. Czekałam jak wybuchnie i się na mnie rzuci.
-Porozmawiajmy ostatni raz - szepnął i złapał mojej dłoni. Jego ręce były jak kostki lodu.
-Jasne - kiwnęłam głową na tak i wyszłam za nim do pokoju Blair
-Chanel ja tak naprawdę chciałem ci wiele dać, nie chciałem was stracić. Nie myślałem o tym - mruknął i łapiąc się za włosy usiadł na łóżku Blair spuszczając głowę.
-Justin próbowaliśmy tyle razy... to nie ma sensu...chyba coś nam uciekło - jęknęłam i oparłam się o drzwi uciekając wzrokiem na boki.
-Mogę być z tobą szczery? Czuję się beznadziejnie
-Chyba powinieneś.
-Nie wiem co mi się dzieje z sercem
-Justin wiesz co mnie boli najbardziej - powiedziałam i westchnęłam czując narastającą gulę w moim gardle
-Powiedz mi, chcę cię słuchać jak za starych dobrych lat - powiedział na co ja niedowierzająco pokręciłam głową
-Dzisiaj było tak jak ostatnio nie mogłam spać w nocy, a obok było pusto.-..- Czekałam do piątej aż wrócisz i mnie przytulisz. -...- Ale to mało istotne, tylko chce mi się płakać, z powodu Blair. i nie tylko.-...- Kiedy biorę twoją koszulkę czuję jej zapach wszędzie - może przesadzam. -..- Ale zastanawiam się wtedy gdzie jesteś jak nie wracasz do domu...-..- Ignorujesz mnie nie odbierasz telefonów, nie gadamy jak kiedyś. Powiedz mi gdzie te wspólne upadki i cierpienia ? Powiedz no kurwa kto ci pomagał przeżyć i wierzyć w siebie? No kto kurwa! Już zapomniałeś - wrzasnęłam ile sił w płucach i nie wytrzymując zjechałam po drzwiach w dół. Nawet na mnie nie spojrzał.
- Nie chcesz ze mną być, nie wiesz o mnie nic, nie jestem ze snu. Przepraszam...-..- Nie wiem już nic, gubię się a moje serce kamienieje...Proszę... Pomóż mi wstać ten ostatni raz.
____________________________________________________________________________________
Jej jest 01:49 Poniedziałek a ja nie mogę spać więc dodaję wam rozdział...Taka niespodzianka na miły początek tygodnia.... 29 komentarzy jesteście boscy...
A teraz zmykam bo usnę na siedząco...
Pozdrawiam @ganjamafia5
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
4. Chantel
***** Dodałam nowych bohaterów
-Ee Ee - Chanel... Chanel wstawaj kurwa no! - burknął Justin i szarpnął moim ciałem powodując kolejną falę bólu, na moim obolałym i zmasakrowanym ciele.
-Czego!- wrzasnęłam zdenerwowana jego ciągłym szturchaniem, posyłając mu śmiertelne spojrzenie.
-Może nie tym tonem? - rzucił z tą wyższością w głosie, ściągając ze mnie kołdrę.
-Justin, przykryj mnie pierzyną! - warknęłam wściekłą jak osa i złapałam za róg przykrycia , ale był silniejszy i jednym precyzyjnym wyrwał mi ją z rąk.
-I na co ci to było? Zobacz wyglądasz jak gówno teraz.- oznajmił i rzucił kołdrę na krzesło, po czym rzucił się na materac obok mnie, powodując że łóżko pod nim się ugięło pod jego tłustym dupskiem.
-Spieprzaj ode mnie, sam nie wygadasz lepiej - bąknęłam pod nosem, nie mogąc z jego dojrzałej i wyrafinowanej wypowiedzi.
-Wstawaj zrób dziecku jeść. - mruknął i strzelając mi klapsa w tyłek zerwał się nagle z łóżka. Zachowuje się jak szczeniak...
-Nienawidzę Cię! - krzyknęłam, ale nic nie usłyszałam w odpowiedzi. Może dla niego ten klaps był zabawny, ale mnie bolało. Masując swój pośladek zrezygnowana usiadłam, sycząc z bólu. Wstałam... Tak wstałam... to był dla mnie wielki plus.
Gdy tylko doszłam do łazienki, oparłam się zniechęcona o zlew bojąc zobaczyć się siebie w lustrze.
Było fatalnie... Nalewając lodowatej wody na swoje dłonie chlusnęłam sobie porządnie w twarz, oprószając ją delikatnie na koniec ręcznikiem.
Będzie trudno, ale nie nie ukryję tego. Za każdym razem gdy na mnie spojrzy ta sytuacja zaiskrzy w jego głowie. Wycisnęłam z buteleczki matujący fluid pasujący do mojej karnacji i roztarłam go po twarzy, nie zważając na obolałe miejsca. Moja twarz... no cóż trudno się mówi. Myjąc ręce wytarłam je w ręcznik i ruszyłam powoli w stronę kuchni. Schodząc po schodach czułam za przeproszeniem jak nogi wchodzą mi w dupę.
Idąc korytarzem, słyszałam odgłosy odbijanego krążka w telewizji. Stając w progu zatrzymałam się a uśmiech sam wkradł mi się na twarz widząc Blair. Mój skarb siedział przy stole i rysował kolejne dzieło, które zawiśnie na lodówce.
-Blair kochanie jesteś głodna- zapytałam i opierając dłonie na oparciu jej krzesła mogłam zobaczyć jak maluje.
-Tak troszeczkę - powiedziała i popatrzyła na mnie z uśmiechem i tym błyskiem w oku.-Pójdziemy na dwór dzisiaj? - spytała i stając na krześle, przytuliła się do mnie
-Możemy iść do Kylie jak chcesz. - powiedziałam i podniosłam ją okręcając ją wokół siebie.
-Byłaś wielce obolała - syknął Justin przechodząc obok mnie.
-Mamo co się stało? - spytała Blair a jej małe paluszki przejechały po mojej wardze.
-To nic takiego - powiedziałam i pocałowałam ją w czoło sadzając z powrotem na krześle.
-Miałaś to zakryć- powiedział Justin i rozwalając się na krześle założył rękę na drugie oparcie
- Tato pójdziemy na spacer? - spytała Blair klęcząc na krześle.
-Nie mam dzisiaj czasu - powiedział i wzruszył ramionami
-Ale tak na chwilkę do parku
-Nie Bla...- miał już dokończyć kiedy jego telefon zaczął dzwonić. *No hej kicia... Nie siedzę w domu...One? Chyba idą gdzieś... Jasne wpadajcie rozpalę grill.. Dobra kotek, do zobaczenia. Tak też Cię kocham... - szepnął te ostatnie słowa a moje serce pękło. Patrzyłam na niego zszokowanym wzrokiem... Tak też Cię Kocham... Odłożyłam nektarynkę i jak nigdy nic wyszłam z kuchni...
-Gdzie idziesz? - usłyszałam za sobą, ale już nic nie odpowiedziałam czując jak łzy ciekną po moim policzku. Wielka gula stanęła w moim gardle, a łzy zataczały się i spływały po szyi. Usiadłam w salonie i przyciągając nogi do klatki piersiowej schowałam twarz między kolana... Co ja sobie w ogóle myślałam... Przecież jestem tylko jego workiem treningowym..darmowa siłownia... niczym więcej... Otarłam swoje łzy rękawem bluzy i słysząc kroki ciężko westchnęła.
-Dlaczego płaczesz?- spytała Blair i wdrapała się na moje kolana.
-Nie płaczę - mruknęłam wymuszając uśmiech.
-Mamo widzę przecież
-Oj Blair płaczę bo jestem szczęśliwa, że ciebie mam- powiedziałam i przytulając się do jej polika pocałowałam delikatnie jej skroń
-Niech Ci będzie - mruknęła, a ja mimo bólu owinęłam ręce wokół jej ciała i razem z nią się podniosłam.
Usadziłam Blair na krześle i zabrałam się za robienie jej śniadania, które wyglądało smacznie. Ułożyłam małe kanapeczki na talerzyku i postawiłam je przed nią.
-Dziękuję -uśmiechnęła się lekko i biorąc kanapeczkę wzięła się za jej konsumowanie.Usiadłam obok niej i kładąc dłoni na swoje skronie delikatnie je masowałam.
-A dla mnie ? - zaszczebiotał Justin głosem, oblizując usta.
-A rąk nie masz? -wywróciłam oczami prychając pod nosem z jego postawy... Za kogo on się ma? Stać go chyba na tyle, żeby ruszyć swoje cztery litery i posmarować kromkę chleba.
-Może by tak grzeczniej? No chyba że chcesz podwóreczkę z rozrywki. -warknął wściekle, a ja umilkłam wiedząc, że byłby do tego zdolny. Odsuwając od stołu z hukiem taboret, wzięłam się za robienie tego jebanego śniadania. Robiąc te pieprzone grzanki miałam ochotę w nie napluć i walcząc z pokusom rzuciłam mu pod nos talerz z grzankami.
-Żadną pieprzoną Księżniczką, nie jesteś żebyś nie mogła ruszyć dupy i zrobić mi tego pierdolonego żarcia... w końcu ja za to kurwa płace - burknął pod nosem, a ja nie zwracając uwagi na niego spojrzałam na wystraszoną Blair która była oszołomiona tą całą sytuacją. Nigdy nie chciałam, aby była świadkiem kłótni a to właśnie zmierzało w tą stronę. Ona jest taka mała...krucha...delikatna i bardzo ją kocham.
-Justin nie przy dziecku!
___________________________________________________________________________________
Obserwując przez okno jak Chanel i Blair opuszczają podwórko uśmiechnąłem się sam do siebie...
Łapiąc za telefon wybrałem w ciągu pięciu sekund w liście kontaktów numer do Pixa... Ten wariat ma większy spust ode mnie... potrafi więcej w siebie wlać niż nie jeden. Przyznałbym mu za to nagrodę, gdybym nazywał się Guinness..Ale nie w tym życiu... Pixel... odbierz... mruknąłem sam do siebie, gdy w końcu łaskawie odebrał telefon.
*Elo, wariacie co tam u ciebie?
*Widać, że melanż poniósł..
*W jakiej sprawie dzwonie? Tak sobie myślałem, że moglibyśmy rozpalić grill i się pobawić
*Dziewczyny? Yeaa Będzie Chantel
*Okej, zbieraj ekipę i pod wieczór u mnie
*Okej, czekam.
*Tak, wy to zróbcie,
*Do później..
____________________________________________________________________________________
Yyyy no więc macie taki rozdział. Niestety reszta rozdziału magicznie zniknęła -.-'
Nie wiem kiedy będzie następny I BEZ HEJTÓW KURWA bo poznacie moją gorszą stronę.
Pozdrawiam @ganjamafia5
Miłego czytania 30 komentarzy i dodaję następny =)
-Ee Ee - Chanel... Chanel wstawaj kurwa no! - burknął Justin i szarpnął moim ciałem powodując kolejną falę bólu, na moim obolałym i zmasakrowanym ciele.
-Czego!- wrzasnęłam zdenerwowana jego ciągłym szturchaniem, posyłając mu śmiertelne spojrzenie.
-Może nie tym tonem? - rzucił z tą wyższością w głosie, ściągając ze mnie kołdrę.
-Justin, przykryj mnie pierzyną! - warknęłam wściekłą jak osa i złapałam za róg przykrycia , ale był silniejszy i jednym precyzyjnym wyrwał mi ją z rąk.
-I na co ci to było? Zobacz wyglądasz jak gówno teraz.- oznajmił i rzucił kołdrę na krzesło, po czym rzucił się na materac obok mnie, powodując że łóżko pod nim się ugięło pod jego tłustym dupskiem.
-Spieprzaj ode mnie, sam nie wygadasz lepiej - bąknęłam pod nosem, nie mogąc z jego dojrzałej i wyrafinowanej wypowiedzi.
-Wstawaj zrób dziecku jeść. - mruknął i strzelając mi klapsa w tyłek zerwał się nagle z łóżka. Zachowuje się jak szczeniak...
-Nienawidzę Cię! - krzyknęłam, ale nic nie usłyszałam w odpowiedzi. Może dla niego ten klaps był zabawny, ale mnie bolało. Masując swój pośladek zrezygnowana usiadłam, sycząc z bólu. Wstałam... Tak wstałam... to był dla mnie wielki plus.
Gdy tylko doszłam do łazienki, oparłam się zniechęcona o zlew bojąc zobaczyć się siebie w lustrze.
Było fatalnie... Nalewając lodowatej wody na swoje dłonie chlusnęłam sobie porządnie w twarz, oprószając ją delikatnie na koniec ręcznikiem.
Będzie trudno, ale nie nie ukryję tego. Za każdym razem gdy na mnie spojrzy ta sytuacja zaiskrzy w jego głowie. Wycisnęłam z buteleczki matujący fluid pasujący do mojej karnacji i roztarłam go po twarzy, nie zważając na obolałe miejsca. Moja twarz... no cóż trudno się mówi. Myjąc ręce wytarłam je w ręcznik i ruszyłam powoli w stronę kuchni. Schodząc po schodach czułam za przeproszeniem jak nogi wchodzą mi w dupę.
Idąc korytarzem, słyszałam odgłosy odbijanego krążka w telewizji. Stając w progu zatrzymałam się a uśmiech sam wkradł mi się na twarz widząc Blair. Mój skarb siedział przy stole i rysował kolejne dzieło, które zawiśnie na lodówce.
-Blair kochanie jesteś głodna- zapytałam i opierając dłonie na oparciu jej krzesła mogłam zobaczyć jak maluje.
-Tak troszeczkę - powiedziała i popatrzyła na mnie z uśmiechem i tym błyskiem w oku.-Pójdziemy na dwór dzisiaj? - spytała i stając na krześle, przytuliła się do mnie
-Możemy iść do Kylie jak chcesz. - powiedziałam i podniosłam ją okręcając ją wokół siebie.
-Byłaś wielce obolała - syknął Justin przechodząc obok mnie.
-Mamo co się stało? - spytała Blair a jej małe paluszki przejechały po mojej wardze.
-To nic takiego - powiedziałam i pocałowałam ją w czoło sadzając z powrotem na krześle.
-Miałaś to zakryć- powiedział Justin i rozwalając się na krześle założył rękę na drugie oparcie
- Tato pójdziemy na spacer? - spytała Blair klęcząc na krześle.
-Nie mam dzisiaj czasu - powiedział i wzruszył ramionami
-Ale tak na chwilkę do parku
-Nie Bla...- miał już dokończyć kiedy jego telefon zaczął dzwonić. *No hej kicia... Nie siedzę w domu...One? Chyba idą gdzieś... Jasne wpadajcie rozpalę grill.. Dobra kotek, do zobaczenia. Tak też Cię kocham... - szepnął te ostatnie słowa a moje serce pękło. Patrzyłam na niego zszokowanym wzrokiem... Tak też Cię Kocham... Odłożyłam nektarynkę i jak nigdy nic wyszłam z kuchni...
-Gdzie idziesz? - usłyszałam za sobą, ale już nic nie odpowiedziałam czując jak łzy ciekną po moim policzku. Wielka gula stanęła w moim gardle, a łzy zataczały się i spływały po szyi. Usiadłam w salonie i przyciągając nogi do klatki piersiowej schowałam twarz między kolana... Co ja sobie w ogóle myślałam... Przecież jestem tylko jego workiem treningowym..darmowa siłownia... niczym więcej... Otarłam swoje łzy rękawem bluzy i słysząc kroki ciężko westchnęła.
-Dlaczego płaczesz?- spytała Blair i wdrapała się na moje kolana.
-Nie płaczę - mruknęłam wymuszając uśmiech.
-Mamo widzę przecież
-Oj Blair płaczę bo jestem szczęśliwa, że ciebie mam- powiedziałam i przytulając się do jej polika pocałowałam delikatnie jej skroń
-Niech Ci będzie - mruknęła, a ja mimo bólu owinęłam ręce wokół jej ciała i razem z nią się podniosłam.
Usadziłam Blair na krześle i zabrałam się za robienie jej śniadania, które wyglądało smacznie. Ułożyłam małe kanapeczki na talerzyku i postawiłam je przed nią.
-Dziękuję -uśmiechnęła się lekko i biorąc kanapeczkę wzięła się za jej konsumowanie.Usiadłam obok niej i kładąc dłoni na swoje skronie delikatnie je masowałam.
-A dla mnie ? - zaszczebiotał Justin głosem, oblizując usta.
-A rąk nie masz? -wywróciłam oczami prychając pod nosem z jego postawy... Za kogo on się ma? Stać go chyba na tyle, żeby ruszyć swoje cztery litery i posmarować kromkę chleba.
-Może by tak grzeczniej? No chyba że chcesz podwóreczkę z rozrywki. -warknął wściekle, a ja umilkłam wiedząc, że byłby do tego zdolny. Odsuwając od stołu z hukiem taboret, wzięłam się za robienie tego jebanego śniadania. Robiąc te pieprzone grzanki miałam ochotę w nie napluć i walcząc z pokusom rzuciłam mu pod nos talerz z grzankami.
-Żadną pieprzoną Księżniczką, nie jesteś żebyś nie mogła ruszyć dupy i zrobić mi tego pierdolonego żarcia... w końcu ja za to kurwa płace - burknął pod nosem, a ja nie zwracając uwagi na niego spojrzałam na wystraszoną Blair która była oszołomiona tą całą sytuacją. Nigdy nie chciałam, aby była świadkiem kłótni a to właśnie zmierzało w tą stronę. Ona jest taka mała...krucha...delikatna i bardzo ją kocham.
-Justin nie przy dziecku!
___________________________________________________________________________________
Obserwując przez okno jak Chanel i Blair opuszczają podwórko uśmiechnąłem się sam do siebie...
Łapiąc za telefon wybrałem w ciągu pięciu sekund w liście kontaktów numer do Pixa... Ten wariat ma większy spust ode mnie... potrafi więcej w siebie wlać niż nie jeden. Przyznałbym mu za to nagrodę, gdybym nazywał się Guinness..Ale nie w tym życiu... Pixel... odbierz... mruknąłem sam do siebie, gdy w końcu łaskawie odebrał telefon.
*Elo, wariacie co tam u ciebie?
*Widać, że melanż poniósł..
*W jakiej sprawie dzwonie? Tak sobie myślałem, że moglibyśmy rozpalić grill i się pobawić
*Dziewczyny? Yeaa Będzie Chantel
*Okej, zbieraj ekipę i pod wieczór u mnie
*Okej, czekam.
*Tak, wy to zróbcie,
*Do później..
____________________________________________________________________________________
Yyyy no więc macie taki rozdział. Niestety reszta rozdziału magicznie zniknęła -.-'
Nie wiem kiedy będzie następny I BEZ HEJTÓW KURWA bo poznacie moją gorszą stronę.
Pozdrawiam @ganjamafia5
Miłego czytania 30 komentarzy i dodaję następny =)
sobota, 8 lutego 2014
3. Upadłaś...
UWAGA! ZANIM ZACZNIESZ CZYTAĆ ZAPOZNAJ SIĘ JESZCZE RAZ Z BOHATERAMI I POPRZEDNIMI ROZDZIAŁAMI
PRZEPRASZAM ZA MOJĄ GŁUPOTĘ ALE MUSIAŁAM TROCHĘ POZMIENIAĆ
MIŁEGO CZYTANIA !
-Usiądź Kylie zaraz będę nakładać - powiedziała Chanel i odwracają się w stronę kuchni zniknęła za rogiem zostawiając mnie samego z tą dziewczyną.
-Co tam u ciebie słychać? - mruknąłem od niechcenia przełączając po raz setny na inny kanał w tej nudnej telewizji.
-Co?-mruknęła pod nosem unosząc zdziwiona brew do góry. Seksownie.
-Zapytałem co u ciebie?- powtórzyłem jeszcze raz wyraźniej.
-U mnie nic po staremu... - szepnęła w odpowiedzi, odwracając głowę w prawą stronę. Jej czarne włosy zasłoniły jej ostry profil, przed moim wzrokiem... była zdenerwowana, skrępowana? Chyba tak, ale niestety zawsze tak działam na kobiety. Kątem oka udając że oglądam MTV widziałem jak na mnie spogląda. Miała dwa krwisto-czerwone rumieńce na swoich śniadych polikach.
-Skąd jesteś? - spytałem i odkładając pilota usiadłem obok niej na krześle przy stole.
-Stąd - urwała i tworząc piramidkę z swoich dłoni podparła się na łokciach o mahoniowy blat stół.
-A powiedz mi Kylie ile ty masz lat...
-Siedemnaście... prawie osiemnaście - powiedziała i w końcu na mnie zerknęła. Jej oczy błyszczały jak...nie wiem jak... Gdy w końcu nasza rozmowa zaczęła się kleić...Dowiedziałem się o niej kilku rzeczy ale wciąż nie tego co chciałem.
-Raz Collegium uderzyłam...- chciała dokończyć gdy chrząknięcie Chanel nas wszystkich zdezorientowało. Szatynka stała z tacą na której miała posiłek.
Szatynka przyglądając mi się bacznie z nienawiścią pozostawiania talerze w raz z sztućce.
-Justin nawet niczego nie próbuj- syknęła i przejeżdżając ręką po moim karku zajęła miejsce obok mnie uśmiechając się fałszywie.
Obie dziewczyny, zaczęły spożywać swój posiłek. Jeśli tak to można nazwać. Co to kurwa jest?! Czy ja jestem królikiem że mam wpierdalać tą sałatę? No nie zdaje mi się...
Grzebiąc w tym talerzu, widziałem jak Kylie wybierała i odkładała mięso na bok. Wegetarianka?
-O czym chciałaś rozmawiać? -spytała Chanel podnosząc wzrok znad posiłku
-Wiesz... nie przy Justinie - mruknęła i przełykając ślinę spojrzała na mnie przestraszona.
-Coś nie tak? - spytałem i spojrzałem na nią, zdziwiony. - Coś się stało? - burknąłem... Ups... niechcący noo..
-Nie... coś mi się tylko przypomniało... - mruknęła i biorąc serwetkę z swoich kolan wytarła usta.
-Już idziesz? - spytała szatynka i spojrzała na mnie jakby miała ochotę mnie zabić
-Tak, muszę iść zanieść szybko papiery do...
- Do szkoły?- rzekła Chanel i pijąc z swojej szklanki uśmiechnęła się przyjaźnie
-Tak, właśnie tak mówiłam Ci o tym... - powiedziała i skinęła głową w bok.
- Ach tak, pamiętam...
-Wiesz, że bardzo mi zależy na dobrej referencji - powiedziała i zagarniając niesforny kosmyk włosów, wypuściła ciężko powietrze.
-Też chciałam się uczyć ale ktoś spieprzył moje plany - syknęła Chanel jadowicie patrząc na mnie wzrokiem jak bazyliszek
-Chanel, mówiłaś... Pamiętam - dodała i opuściła swoje łopatki garbiąc się... Dobra pozycja skarbie, niech te dwa cudeńka ujrzą światło dzienne.
-Tak, też pamiętam jak opowiadałam o wpadce z tym "Pracusiem"- warknęła w moją stronę robiąc niewidzialny cudzysłów w górze.. Robi się niezręcznie Chanel... lepiej nie zaczynaj, bo wywróżę Ci z ręki i obiecuję że skończy się to katastrofą na twojej twarzy.
-Chanel przeginasz - syknąłem, powodując, wywróciła oczami. Nie okazująca szacunek szmata się z niej robi.
-Taka prawda - powiedziała jakby nigdy nic i włożyła nabity na widelec kawałek kurczaka do ust.
-Mogłabyś zamknąć tą jadaczkę, nie lubię jak dużo mówisz - wykrztusiłem, udając że mnie to nie to nie rusza.
-Mam prawo wyrażać swoje zdanie i opinie - obwieściła cwaniackim tonem.
-Ale może nie mamy ochoty cię słuchać? - wycedziłem, przez zaciśnięte żeby czując jak moja szczęka zaciska się jeszcze bardziej.
- A może jednak? Do ciebie nie mówiłam.
-Ale też tu jestem - powiedziałem takim samym słodkim tonem, widząc wkurwienie w jej oczach.
-Ja chyba już na prawdę muszę iść - wtrąciła się Kylie.
-Tak już pora na ciebie- mruknęła Chanel i wściekła odsuwając krzesło od stołu z hukiem wyszła z jadalni
-Przepraszam Cię za nią - mruknąłem wściekły i wstałem za nią odprowadzając ją w stronę drzwi.
-Rozumiem, nie musisz przeszkadzać - powiedziała i posyłając mi litujący uśmiech złapała za klamkę. Nie lituj się nade mną szmato.
-Tak jakby - wzruszyłem obojętnie ramionami
-To może do zobaczenia - powiedział i przeszła przez próg.
-Zawsze, możesz mnie odwiedzić nie będę narzekać - mruknąłem zadziorni, kiedy zerknęła na mnie przez ramię jej mina była bezcenna. Jakby nie dowierzała że to powiedziałem.
-Do zobaczenia - wymamrotała, mrużąc oczy.
-Do zobaczenia - powiedziałem i robiąc krok w tył zamknąłem za sobą drzwi, odwracając się na pięcie...
__________________________________________________________________________________
-Co to miało znaczyć!- syknął Justin wchodząc za mną szybkim krokiem do naszej kuchni.
-Nie mam pojęcia o co Ci chodzi...- mruknęłam i chciałam schylić się aby otworzyć zmywarkę kiedy jego ogromne łapska znalazły się po moich dwóch stronach.
-Nie ignoruj mnie - warknął i zaciskając ręce po oby dwóch moich bokach przyciągnął mój tył do swojego kroczą. Zacisnęłam oczy i próbowałam policzyć do trzynastu aby nie wybuchać na niego cała swoją złością która zbierała się we mnie od samego rana. Łapiąc za dłoń Justina odetchnęłam ją od siebie próbując wydostać się z jego uścisku.
-Nie dotykaj mnie - warknęłam w jego usta unosząc brew ku górze.
-Bo? - zapytała rozśmieszony, tą cała sytuacją próbując wyprowadzić mnie z równowagi.
-Kim ty jesteś! Za kogo ty się uważasz! - wrzasnęłam i robiąc krok w tył odwróciłam się po czym wyszłam z kuchni.
- Dokąd się wybierasz- usłyszałam jego nabuzowany chrapliwy głos i zerkając przez ramię zauważyłam że wspina się za mną po schodach.
-Daj mi spokój dzisiaj! - krzyknęłam i chciałam przeskoczyć dwa ostatnie a schodki gdy jego dłoń owinęła się wokół mojej kostki.
-Złaz na dół - syknął ciągnąć moją stopę w dół prychnął pod nosem
-Dlaczego nie chcesz się ze mną pieprzyć? Huh? Z kim tym razem się puściłaś? Mój kutas Cię nie zadowala? Powiedz mi kurwa w czym Milan jest lepszy ode mnie!
___________________________________________________________________________________
Pięść trafiła ją w sam środek twarzy, nieoczekiwanie i z całej siły. Poczuła przejmujący ból aż do szpiku kości, zatoczyła się i wpadła na ścianę. Beżowa farba z ukosa zajechała jej nos, a po czym zmieniła kolor na czarny. Mocno złapał ją za rękę i zaciągnął do pokoju. Bił ją gdzie tylko popadło.
Kiedy dłonie Chanel próbowały osłonić jej twarz, grzbiet jego dłoni zderzyła się z jej uchem.
Srebrny sygnet, który Justin nosił na palcu jako pamiątkę po ojcu przeciął jej delikatną skórę niczym jak skalpel. Krew sączyła się z jej ucha kiedy uderzył dziewczynę w tył głowy. Chanel jęcząc roztargniona z bólu objęła głowę rękoma się skulić. Nic do niej nie docierało. Wyglądała jakby wpadła w agonie, ale jeszcze gdzieś z oddali oszołomiona usłyszała jego głos
- No mów z kim się puszczałaś! Czy kutas Miliana zrobił ci dobrze! No mów kurwa!
Grad ciosów posypał się na jej ciało, a rzeczywistość zanikła jak kamień w wodę...
___________________________________________________________________________________
Chanel kiedy odzyskała świadomość, na jej głowie leżał mokry ręcznik. Z trudem próbowała otworzyć podpuchnięte oczy. Z trudem mogła zobaczyć cokolwiek prawym. Justin stał nad nią z kpiną wpisaną na twarzy.
-Wstawaj! - ryknął i podał jej dłoń. Dziewczyna zerknęła na niego i widząc tą samą dłoń, która ją biła na samą myśl się wzdrygnęła. - Wstawaj wreszcie!!! - wrzasnął i podciągnął ją za ramię do góry. Nogi dziewczyny uginały się pod nią niczym żelki. Jaki byłby z niego gentleman gdyby jej nie pomógł. Justin trzymając Chanel za ramię doprowadził ją po czym wepchnął do toalety.
-Ogarnij się, moja Matka wraca zaraz z Blair.
Dziewczyna
zataczając się do przodu, i szukając podparcia usiadła na muszli
klozetowej. Justin zbierając jej włosy złapał za nie i podniósł do góry,
zmuszając ją tym samym, aby spojrzała w jego oczy. Z ust dziewczyny
wydobyło się ciche jęknięcie z bólu.
-Upadłaś wracając w nocy z klubu. - powiedział łagodnie ale z naciskiem na słowo upadłaś.
Puścił
włosy dziewczyny, a jej głowa sama bezwładnie poleciała do przodu.
Justin trzaskając drzwiami, zostawił ją sam ze swoimi myślami, które
jeszcze chwilę próbowała zebrać w swojej głowie. Chanel oparłszy dłonie
o zlew, podniosła się i spojrzała w lustro. Tak wygląda osoba, która upadła? Nie sądzę.* Lewe
oko zniknęło za dwoma obrzękami, górna warga była spuchnięta i
nabrzmiała pod sam nos, a z łuku brwiowego nadal ciekłą krew. Szatynka
delikatnie otarła krew, a na ranę która była za uchem przyłożyła mokry
wacik, aby zatamować krew. Zebrała swoje brudne rzeczy i trzymając się
ściany łazienki, a później przedpokoju weszła do sypialni. Powolutku
zgięła kolana, a potem przetoczyła się na kołdrę, chowając obolałą twarz
w poduszce. Skuliła się i położyła swoje dwie dłonie na obolałym
brzuchu. Jeśli tak ma wyglądać moje życie, to ja serdecznie dziękuję..* ___________________________________________________________________________________No witam! 3 rozdział za nami, a 4 zbliża się wielkimi krokami...
Trochę spieprzyłam, ze zmianą bohaterów i poprawkami... Ale bardzo PRZEPRASZAM i to ostatni taki raz.
Mam nadzieję że spodoba wam się ten rozdział :) Następny będzie dodany do Walentynek... Pozdrawiam @ganjamafia5
Przepraszam Was bardzo...
Ale jest taka sprawa...
Muszę poprawić 2 rozdział...
Anastazji nie będzie...
Znaczy będzie, ale jako przyjaciółka Chanel
Blog będzie wyglądać inaczej
Dzisiaj także dodam 3 rozdział :)
I taka sprawa
Umie ktoś robić zwiastuny i szablony na bloga?
Albo zna kogoś kto robi na zamówienie?
Pozdrawiam @ganjamafia5
niedziela, 12 stycznia 2014
2. Mój Cel...
-Gdzie byłeś, po tym jak Christian odebrał Cię z komisariatu?
-Na zewnątrz? - powiedział to tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Naprawdę?-przewróciłam oczami - Myślisz że jestem aż tak głupia?-wymamrotałam, kiedy Justin przechylił głowę w bok.
- Naprawdę chcesz, żebym odpowiedział?
To że nic nie mówił, powodowało problemy, ale
to tylko cisza przed burzą
-Gdzie byłeś? - spytałam ponownie.Patrzył na mnie, zanim cichy chichot wydobył się z jego ust.
- Byłem na zewnątrz, dobrze się bawiłem, wiesz żyję pełnią życia. -
uśmiechnął się szyderczo, a jego oczy wypalały dziurę w mojej twarzy.
- Możesz mi do cholery powiedzieć, gdzie byłeś?- syknęłam przez
zaciśnięte zęby, kiedy on zrobił kilka kroków w moją stronę. - Obiecałeś
mi coś. Czy już kurwa o tym zapomniałeś?
-Nie muszę ci się spowiadać, bo to nie twój interes.
- Ale jestem twoją dziewczyną mamy dziecko... - powiedziałam cicho, czując jak za
każdym jego raniącym słowem łzy zaczynały coraz bardziej wypływać z
moich oczu.
- Tak jesteś nią. I powinnaś być z tego cholernie zadowolona. Wiele dziewczyn chciałoby być na twoim miejscu.- splunął
- Gdzie byłeś ostatniej nocy?- skrzyżowałam ręce, gdy Justin wciąż
trzymał swoje, owinięte wokół mnie. Czułam, że jego wyznanie będzie
pieprzonym kłamstwem, kiedy powiedział-U Ryana
- Hmm- potrząsnęłam głową- Nawet teraz nie wiesz, że nie możesz mnie
okłamywać?
- Nie wiem o czym mówisz.- wymamrotał.
- Oczywiście, że nie wiesz- odpowiedziałam sarkastycznie.- Cokolwiek,
skończyłam.- spojrzałam na niego ze złością- Jeśli nie powiesz mi
prawdy, to koniec.- to wszystko było dla dramatycznego efektu. Ale to był słaby punkt Justina.
- Przestań!- krzyczał, odciągając moje ręce od siebie.- Dobra!- krzyczał- Chcesz wiedzieć gdzie kurwa byłem?!
- Tak!- krzyknęłam do niego.
- Poszedłem do domu Paige! Tam! Jesteś teraz szczęśliwa?!- jego klatka
unosiła się i opadała w niestabilnym oddechu. Moje gardło natychmiast
zaschło, gdy usłyszałam imię dziewczyny.
- I wiesz co?!- krzyknął jeszcze raz- wyłamując mnie od linii wspomnień.
- Wiesz co robiliśmy?!- to zabijało we mnie każdy cal, ten sarkastyczny
entuzjazm, który słyszałam w jego głosie.- Pieprzyliśmy się! Pieprzyłem
ją od tyłu, z boku, pod spodem, na stojąco, na tle...
- Zamknij się kurwa!- krzyknęłam. Poczułam że łzy niekontrolowanie
spływają po mojej twarzy.- J-Justin!- płakałam- Czy ja znaczę dla
ciebie coś więcej?
- Chciałaś prawdy maleńka, to ją dostałaś!
- Co ja ci kurwa takiego zrobiłam?- uśmiechnęłam się szyderczo- Dlaczego
uprawiałeś seks z Paige? Czy ja ci nie wystarczam?!- uniosłam brwi do
góry.
- Dała mi dużo przyjemności, jedną będę pamiętać do końca życia- stwierdził z dumą.
- To jest ten jeden powód dla którego poszedłeś do domu Paige Conway? Żeby wylizała ci penisa?! Nie mogłeś mieć tego ode mnie?
Poczułam ból w sercu, jakby ktoś przekroił go na pół, nie zważając na to że było już dość złamane i nic nie mogło go już naprawić.
Poczułam ból w sercu, jakby ktoś przekroił go na pół, nie zważając na to że było już dość złamane i nic nie mogło go już naprawić.
-Kocham cię Justin- zaszlochałam. - Jak możesz mnie tak traktować?
-Powinnaś mnie wielbić - Justin zszedł ze schodów, schylając się i
chwytając mnie za koszulę, która w rzeczywistości była jego. Podciągnął
mnie ku górze. Kochałam nosić jego koszule, ponieważ jego zapach był na
nich wszystkich i to był mój sposób na poczucie bezpieczeństwa kiedy
Justina nie było obok.
- Miałem dzisiaj długi pierdolony dzień i na koniec, kiedy już wróciłem
do domu musisz prowadzić ze mną jakieś gówniane dyskusje. Byłabyś niczym
beze mnie, dzięki mnie jesteś coś warta.
- Teraz będę na górze, i będę próbował odpocząć- powiedział gniewnie- nie zbliżaj się,żeby się ze mną pieprzyć, rozumiesz?
- T-tak-jęknęłam, gryząc się w język, na tyle przestraszona jak tylko mogłam być.
- Dobrze- Justin popchnął mnie do tyłu, zwalniając jego chwyt na mojej/jego koszuli.
Na tkaninie widoczna była zmarszczka, naprawiona przez napięcie, które
wciąż było w powietrzu. Spłaszczyłam ją, zanim wkrótce potknęłam się o
własne stopy, i poczułam pulsowanie w głowie, co oznaczało początek
migreny.
--------------------------------------------------
Podczas, gdy Justin "odpoczywał" po ciężkim dniu, ja stałam w kuchni i kroiłam warzywa.
Życie ludzi zmienia - na gorze na lepsze.
Każdy mówił mi już tyle razy abym się za siebie wzięła. Jestem głupia - nie mam pojęcia co mnie jeszcze przy nim trzyma.
Pokrojoną
paprykę wrzuciłam na rozgrzaną patelnie mieszając, ją wraz z kurczakiem.
Kiedy z transu wyrwało mnie skrzypnięcie szafki.
- Chanel...-fałszywy głos Justina rozniósł się, po kuchni.
-Co chcesz Justin? - spytałam retoryczne iż zapewne chce pożyczyć pieniądze na dziwki.
- Podciągnij
koszulkę - mruknął i odstawiając szklankę z której pił przystąpił do
mnie na odległość dziesięciu centymetrów. Mój przełyk wydał dziwny
dźwięk. Odłożyłam drewnianą łyżkę na ścierkę i odwróciłam się na pięcie w
jego stronę.
-No dalej...- pośpieszył mnie wytrzeszczając oczy. Łapiąc za końce t-shirt'u po obu stronach podwinęłam go na wysokość mostka.
Gdy rześkie powietrze zerknęło się z moim silnikiem, aż jęknęłam z bólu.
Justin złapał mnie w tali i zjechał kciukiem na zielono-fioletowego siniaki, po spotkaniu z jego butem.
- Masz nikomu
tego nie pokazywać- syknął i posyłając mi spojrzenie zamrażające krew w
żyłach, usiadł z powrotem na barowym krześle
-Gdzie Blair ? - mruknął i łapiąc za jabłko wgryzł się w nie powodując charakterystyczny dźwięk.
Nie miałam
zamiaru mu odpowiadać. Po tym jak funkcjonariusz O'coner wziął go na
komisariat, przed pół nocy tłumaczyła jej że tato był pijany i nie
wiedział co mówi.
- Odpowiedz mi. – mruknął. Czego on ode mnie chce. - Wiesz że nie lubię jak ktoś mnie ignoruje.
- Wiesz co Jus...- miałam dokończyć kiedy przerwał mi dzwonek do drzwi -Idź lepiej Otwórz.
- Dlaczego ja?
- Bo ja gotuje- jęknęłam i odwracając się do kuchenki spokojnie odetchnęłam.
--------------------------------------------------
Ta suka mnie ignoruje. Zwlokłem się z krzesła i ruszyłem w stronę drzwi.
Zajrzałem przez Judasza, ale nie rozpoznałem tej dziewczyny.
Przekręciłem zamek i uchyliłem drzwi.
- Hej, jest Chenel - mruknęła a mój wzrok
zjechał niżej na jej nogi, brzuch i oczywiście cycki... gdzie pozostał troszkę dłużej
- Wejdź - mruknąłem i otwierając drzwi przepuściłem ją w progu. Nie w całe nie chciałem być miły. Chciałem ją obejrzeć, nigdy nie widziałem Kylie w całości.
Jej włosy były za łopatki... były czarne i delikatnie zakręcone na końcu. Ciekawie. Miała wąskie wcięcie w talli jak u osy, a jej biodra to uzupełniały. Wcięcie na moje dłonie.
Jej tyłek... był w miarę. Co ja pierdole, Chanel jej nie dorównuje. Woah dlaczego ona ma takie ładne koleżanki?
Dziewczyna
zerknęłam na mnie przed ramię, a ja posłałem jej uśmiech. Ile ona mogła
mieć w sumie lat? 17-19?.
Ale jej oczy były takie zielone kocie i jakby na siłę uśmiechnięte. Była ostra. Jej uroda mówiła sama za siebie. Mała zadziora, wygadana suka - tylko tyle
przychodziło mi na myśl. Mój cel: muszę ją mieć.
- Prosto i w prawo - powiedziałem, oblizując moje suche usta.
- Justin Kto przyszedł ?- mruknęła Chanel, jakby nie mogła odwrócić tej spasionej dupy.
- Hej. - tylko tyle wydobyło się z ust czarnulki
- O hej. - mruknęła Chanel i zerkając przez ramię wywarła szybko ręce w szmatę po czym obróciła się w stronę rudej.
- Nie mówiłaś że dzisiaj przyjdziesz- powiedziała uśmiechając się ''sympatycznie''
- Chanel też się cieszę, że cię widzę -
powiedziała posyłając jej sympatyczny uśmiech. Mi tak nigdy nie robił.
Na co dzień miałem tylko przed oczami grymas margrabianki.
- Chciałam z Tobą pogadać.
- Oh siadaj.
Zjesz z nami ? - spytała a ja podniosłem zdziwiony brew do góry. Ona
sobie chyba żartuje. Dlaczego mam dać jedzenie dziewczynie której nie
znam a na to ciężko zarabiałem.
- Ja w sumie
to...-przerwała zerkając na mnie- a Twój chłopak się zgodzi ? - spytała i
się odwróciła, dając mi okazję pokazując Chanel wkurwione spojrzenie,
kiwając przecząco głową.
-Justin nie na nic przeciwko - mruknęła a moja szczęka automatycznie się zacisnęła. Suka tego pożałuje.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, no więc mamy drugi rozdział....Ciekawe co Justin wywinie na obiedzie...
Mam nadzieję, że się wam podoba i skomentujecie
Moglibyście udostępnić tego bloga u siebie albo komuś polecić?
Byłabym bardzo wdzięczna :* Do następnego!
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, no więc mamy drugi rozdział....
Mam nadzieję, że się wam podoba i skomentujecie
Moglibyście udostępnić tego bloga u siebie albo komuś polecić?
Byłabym bardzo wdzięczna :* Do następnego!
piątek, 10 stycznia 2014
1. Ciut nadziei...
*.*.*.*
Było w pół do dwunastej, a szanowny Bieber nie wracał. Zostawił mnie razem z Blair.
Wcale mnie to nie dziwi, jestem pewna że teraz siedzi wśród dziwek cały zjarany.
Może nic bym z tego nie robiła ale znając życie, wróci tu z kimś a na mnie będzie się później wyżywał.
Oglądałam powtórkę X-Factor'a kiedy czyiś słodki śmiech rozpowszechnił się po mieszkaniu.
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam zdenerwowana w stronę drzwi. I to... po raz kolejny zabolało.
Ciało Justina przygniatało drobną brunetkę do wejściowych drzwi. W moich oczach świeciły się świeczki, ale nawet nie mrugnęłam czekając na jakąkolwiek reakcję z ich strony. Justin złapał dziewczynę za dłoń i łapiąc się za pasek od spodni zerknął na mnie spod byka.
-Chanel, śpij dzisiaj na kanapie. Zajmuje sypialnie z Barbara - wybełkotał i trącając mnie ramieniem, ruszył w stronę schodów, gdzie na górze...
-Tata - wychrypiała Blair przecierając swoimi dłońmi twarz. Zerknęłam na Justina, którego szczęka zacisnęła się. Nie mogłam się powstrzymać łzy zaczęły spływać po moich polikach. Było mi tak wstyd. Blair już dużo przeszła, a na dodatek widzi swojego ojca z dziwką kiedy ja stoję na dole.
-Blair, do łóżka - wysyczał, puszczając dłoń brunetki
-Przeczytasz mi bajkę - spytała i spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei.
-Myszko ja Ci przeczytam - powiedziałam na co pokręciła automatycznie głową na nie.
-Blair słuchaj się matki.
-Masz dziecko ?- piskliwy głos brunetki rozniósł się po domu
-To nie tak, znaczy... One się nie liczą - powiedział a ja poczułam się jakby tona kamieni spadła właśnie na mnie. Mógł powiedzieć mi to w twarz, a nie przy dziecku, które codziennie o niego pyta z nadzieją że w końcu powie że ją kocha.
-Mamo - zapłakany głos wyskomlał, a po chwili poczułam jak zimne dłonie owijają się ciasno wokół moich ud.-Nie kocha mnie. - powiedziała a ja padłam na kolana, przytulając ją do swojej piersi.
-Ja Cię za to bardzo kocham. Jesteś moim skarbem dla którego żyję - powiedziałam i połykając gulę w moim gardle odważyłam się spojrzeć na Justina
-Wiesz to nie dla mnie. Nie chcę rozbijać twojej rodziny
Wcale mnie to nie dziwi, jestem pewna że teraz siedzi wśród dziwek cały zjarany.
Może nic bym z tego nie robiła ale znając życie, wróci tu z kimś a na mnie będzie się później wyżywał.
Oglądałam powtórkę X-Factor'a kiedy czyiś słodki śmiech rozpowszechnił się po mieszkaniu.
Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam zdenerwowana w stronę drzwi. I to... po raz kolejny zabolało.
Ciało Justina przygniatało drobną brunetkę do wejściowych drzwi. W moich oczach świeciły się świeczki, ale nawet nie mrugnęłam czekając na jakąkolwiek reakcję z ich strony. Justin złapał dziewczynę za dłoń i łapiąc się za pasek od spodni zerknął na mnie spod byka.
-Chanel, śpij dzisiaj na kanapie. Zajmuje sypialnie z Barbara - wybełkotał i trącając mnie ramieniem, ruszył w stronę schodów, gdzie na górze...
-Tata - wychrypiała Blair przecierając swoimi dłońmi twarz. Zerknęłam na Justina, którego szczęka zacisnęła się. Nie mogłam się powstrzymać łzy zaczęły spływać po moich polikach. Było mi tak wstyd. Blair już dużo przeszła, a na dodatek widzi swojego ojca z dziwką kiedy ja stoję na dole.
-Blair, do łóżka - wysyczał, puszczając dłoń brunetki
-Przeczytasz mi bajkę - spytała i spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei.
-Myszko ja Ci przeczytam - powiedziałam na co pokręciła automatycznie głową na nie.
-Blair słuchaj się matki.
-Masz dziecko ?- piskliwy głos brunetki rozniósł się po domu
-To nie tak, znaczy... One się nie liczą - powiedział a ja poczułam się jakby tona kamieni spadła właśnie na mnie. Mógł powiedzieć mi to w twarz, a nie przy dziecku, które codziennie o niego pyta z nadzieją że w końcu powie że ją kocha.
-Mamo - zapłakany głos wyskomlał, a po chwili poczułam jak zimne dłonie owijają się ciasno wokół moich ud.-Nie kocha mnie. - powiedziała a ja padłam na kolana, przytulając ją do swojej piersi.
-Ja Cię za to bardzo kocham. Jesteś moim skarbem dla którego żyję - powiedziałam i połykając gulę w moim gardle odważyłam się spojrzeć na Justina
-Wiesz to nie dla mnie. Nie chcę rozbijać twojej rodziny
-Kotku to nie tak... Ona mi nie daje - wymruczał Justin i chciał ją pocałować, kiedy ta się odwróciła
-Odpierz się - syknęła i wyrywając dłoń z jego uścisku zbiegła ze schodów patrząc na mnie z żalem.
-Przepraszam - wymówiła bezgłośnie kierując się w stronę drzwi.
-Shiii słonko już dobrze.
-Mamo Kocham Cię- mruknęła a ja biorąc jej twarz w dłonie wytarłam kciukami jej łzy wielkości
grochu.
-Chanel - syknął Justin, staczając się po schodach.
-Justin idź się połóż - mruknęłam i biorąc Blair na ręce wstałam na nogi.
-Kotku przepraszam, tatuś nie chciał. - mruknął i kładąc dłoń na mojej tali drugą położył na plecach na co Blair się wzdrygnęła
-Mamo weź mnie stąd.
-Już, będę spać dzisiaj z tobą. - chciałam się odwrócić kiedy kciuk Justina wbił się w moje biodro.
-Puść mnie! - syknęłam i chciałam go odepchnąć kiedy złapał mnie za nadgarstek.
- Nie masz prawa odpychać mnie od dziecka.
-Ale ona się ciebie boi! - krzyknęłam a on z całej siły wygiął moją dłoń także z dzieckiem znalazłam się na kolanach. - Blair myszko idź szybko do siebie - szepnęłam do jej ucha i puszczając ją z objęć patrzyłam jak jej ciało wdrapuje się na schody.
-Nie masz kurwa prawa.
-Za kogo tu się uważasz! Co!
-Jestem jej ojcem !
-Kim?!
-Jej ojcem.
-Przemyśl to Justin.
-Odpierz się - syknęła i wyrywając dłoń z jego uścisku zbiegła ze schodów patrząc na mnie z żalem.
-Przepraszam - wymówiła bezgłośnie kierując się w stronę drzwi.
-Shiii słonko już dobrze.
-Mamo Kocham Cię- mruknęła a ja biorąc jej twarz w dłonie wytarłam kciukami jej łzy wielkości
grochu.
-Chanel - syknął Justin, staczając się po schodach.
-Justin idź się połóż - mruknęłam i biorąc Blair na ręce wstałam na nogi.
-Kotku przepraszam, tatuś nie chciał. - mruknął i kładąc dłoń na mojej tali drugą położył na plecach na co Blair się wzdrygnęła
-Mamo weź mnie stąd.
-Już, będę spać dzisiaj z tobą. - chciałam się odwrócić kiedy kciuk Justina wbił się w moje biodro.
-Puść mnie! - syknęłam i chciałam go odepchnąć kiedy złapał mnie za nadgarstek.
- Nie masz prawa odpychać mnie od dziecka.
-Ale ona się ciebie boi! - krzyknęłam a on z całej siły wygiął moją dłoń także z dzieckiem znalazłam się na kolanach. - Blair myszko idź szybko do siebie - szepnęłam do jej ucha i puszczając ją z objęć patrzyłam jak jej ciało wdrapuje się na schody.
-Nie masz kurwa prawa.
-Za kogo tu się uważasz! Co!
-Jestem jej ojcem !
-Kim?!
-Jej ojcem.
-Przemyśl to Justin.
*.*.*.*.*.*
-Mamo on ją zabije ! - pisnęła Kylie przybliżając swoje kolana, bliżej klatki piersiowej.
-Kylie, prosiłam Cię to nie twoja sprawa.- mruknęła jej mama przytulając swoją córkę do siebie.
-Zadzwoń na policję tam jest dziecko, mamo co z Chanel
-To nie nasza sprawa.
-Chcesz mieć ich później na sumieniu.
-No dobrze - mruknęła jej matka i chwytając za telefon wykręciła numer na posterunek policji
*.*.*.*.*
-Nie masz prawa się tak do mnie zwracać!
Jesteś tylko bezwartościową suką!- krzyknął Justin zawijając moje włosy
wokół ręki przyciągnął mnie do siebie.
-Owww - tylko tyle wydobyło się z moich ust
-Duże dziewczynki nie płaczą- syknął zadowolony z siebie jeżdżąc swoim butem po moim brzuchu, a światła policyjnych syren rozświetliły pokój.
-Owww - tylko tyle wydobyło się z moich ust
-Duże dziewczynki nie płaczą- syknął zadowolony z siebie jeżdżąc swoim butem po moim brzuchu, a światła policyjnych syren rozświetliły pokój.
Subskrybuj:
Posty (Atom)